Na moim stoliczku w filiżance, która pamięta jeszcze moją prababcię, właśnie zaparza się herbata. O niezwykłym smaku i aromacie. Uśmierza ból. Pociesza duszę.
Tak się prezentuje w filiżance:
Złoty kolor. Złoto Maroka.
A tak za oknem w doniczce:
Werbena zwana tradycyjnie Luisą. Mój lek na całe zło.
Zapraszam, ta filiżanka jest dla Ciebie. Tak, właśnie dla Ciebie.
Dziękuję, że mnie odwiedziłeś.
Mam nadzieję, że wrócisz.
Ona, filiżanka, będzie na Ciebie czekać. I ja też.
P.S.
Luisa ma wiele dobroczynnych właściwości. Ta niepozorna roślina łagodzi skutki przeziębienia, reguluje trawienie oraz działa rozkurczowo (docenią ją zwłaszcza kobiety, które mają bolesne miesiączki).
Ponadto wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn. I przede wszystkim koi również nasze nerwy.
Po raz pierwszy spróbowałam jej kiedy mieszkałam w Niemczech. Źle się czułam. Naprawdę źle. Usłyszałam pukanie do drzwi. A. postawił przede mną kubek herbaty, w którym suszone liście odzyskiwały swą zieleń. Co to jest? Luisa. Luisa? Spróbuj. W mojej rodzinie pomaga na wszystko. Pomogło. Zabrałam do Polski pełen worek. Obdzieliłam przyjaciół. Pomaga do dziś.
Spróbuj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję, że dzielisz ze mną tych kilka cennych chwil swojego życia.